Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jakie oznaczenia
#1
Witam serdecznie
Mam do Państwa pytanie, dałem własne złote przedmioty (jedno pochodzenia na bank rosyjskiego, drugie chyba włoskie) , żeby złotnik wykonał bransoletkę. Po odbiorze waga 20 g, brak jakichkolwiek oznaczeń-kompletnie nic. Czyli tylko ja wiem, że to jest złoto-choć teraz to i w tym temacie mogę chyba mieć wątpliwości. Na pytanie dlaczego nie ma żadnych oznaczeń, usłyszałem od złotnika, że teraz ich się nie robi O_oCzy to prawda ?
Będę wdzięczny za odpowiedź.
Odpowiedz
#2
Zależy jak się ze złotnikiem umawiałeś i ile zapłaciłaś za usługę. Często ''oznaczenia'' jak to mówisz wiążą się z dodatkowymi kosztami dojazdu do Urzędu Probierczego i kosztami cechowania przez ten urząd. Jeśli za usługę wykonania tej bransolety zapłaciłeś niedrogo nie dziw się, że nie ma oznaczeń lub być może się po prostu nie dogadaliście do końca. Jeśli masz wątpliwości co do wyrobu wejdź do pierwszego lepszego sklepu lub zakładu złotniczego i Ci sprawdzą na miejscu.
Odpowiedz
#3
Uważam, że klient powinien udać się do zakładu i żądać nabicia próby, dlaczego a to dla tego, że przy wykonywaniu usługi jeżeli wyrób waży powyżej 5 gram jet to prawny obowiązek.
To że było taniej nie jest dla mnie żadnym tłumaczeniem, albo gramy uczciwie i zakład powinien poinformować klienta, że będzie nabicie próby kosztować 1,2 za gram. Drugim natomiast aspektem jest fakt iż przez takie zakłady dostają w nocha uczciwe zakłady, które płacą podatki ( płacenie podatków w tym przypadku jest powiązane z nabiceiem próby ) gdyż nikt tam nie chce chodzić bo albo mają drogo, albo jadę do firmy APART bo tam nie oszukują i wszystkie wyroby mają próby. Spotkałem się z przypadkami gdy pewien zakład skasował za nabicie próby a nabił same cyfry 585, a klientka była zdziwiona że niema próby bo przecież zapłaciła za próbę.
Odpowiedz
#4
@Nandi nie wiem czy to naiwność, ale ja mam coraz wieksza grupę klientów, ktorzy mówią, że więcej do tych "..." na A nie pójdą. Ludzie przychodzą z pytaniem, czy to się da naprawić, bo tam niechcą przyjąć reklamacji, a w wielu przypadkach ewidentną winą jest tandetność sprzedawanych wyrobów. Nawet ostatnio miałem klientkę, która za chore pieniądze kupiła wyrób z certyfikatem autentyczności Swarowskiego, którego sam nie położyłbym u ciebie na półce w gablocie.
Odpowiedz
#5
Już to widzę jak pędzę 120 km do probierczego wtem i nazat. Wyruszam raniutko, uwijam się w korkach i tak z 4-5 godzinek aż wróce koło 13 do zakładu i tzw jeden dzień pójdzie w cztery litery. A wszystko to dlatego bo klientka przyniesie troche ruskiego złota żeby jej ciachnąć obrączkę i najważniejsze panie żeby nie za drogo bo pierwsze jej słowa po wejściu do zakładu będą '' panie po ile i czemu tak drogo''.
Odpowiedz
#6
(07-24-2014, 09:24 PM)srebrofigaro napisał(a): Już to widzę jak pędzę 120 km do probierczego wtem i nazat. Wyruszam raniutko, uwijam się w korkach i tak z 4-5 godzinek aż wróce koło 13 do zakładu i tzw jeden dzień pójdzie w cztery litery. A wszystko to dlatego bo klientka przyniesie troche ruskiego złota żeby jej ciachnąć obrączkę i najważniejsze panie żeby nie za drogo bo pierwsze jej słowa po wejściu do zakładu będą '' panie po ile i czemu tak drogo''.

Dziękuję za odpowiedż, proszę tylko srebrofigaro powiedz skąd wiesz, że :

1. Chciałem tanio ? 2. Czas realizacji zamówienia 2,5 miesiąca - JA GO OSOBIŚCIE WYZNACZYŁEM-więc Twój opis ma się nijak do mojego zdarzenia. Nie wkładaj wszystkich klientów do jednego worka. Jest tak, że akurat te wyroby były brzydkie i nieciekawe nazwijmy to artystycznie i "nieaktualne modowo" tak to nazwała moja kobieta. Pomyślałem sprzedam jako złom i kupię coś ładnego, ale pani mojej ciężko dogodzić, bo lubi mieć coś "innego" niespotykanego-nazwijmy to special for her. Skoro gość przy sprzedaży zagadał, że dołoży swoje złoto i zrobi tu pokazał co i jak no to pomyślałem ok to będzie coś indywidualnego i fajnego, a potem brak próby-coś chyba nie tak prawda ? Tym bardziej, że potem okazało się, że nie robił tej bransoletki sam tylko gdzieś woził i komuś zlecał dalej. Układa mi się to teraz w taką całość, że gość może nie ma jakiś certyfikatów do nabijania, albo coś w ten deseń. I oczywiście kręci z podatkami etc.
Dla mnie taki wyrób to tak jak brak podpisu przy dziele artysty i pod wielkim znakiem zapytania stawia uczciwość złotników, czyli epoki PRL-u mamy ciąg dalszy. Niesmak i tyle panowie.

P.S.Powtórzę raz jeszcze wyrób wart jest kilka tysięcy złotych, więc nabicie wszelakich norm, prób cech jak zwał tak zwał to już czysta kosmetyka finansowa i pryszcz. Ale jak widać zdanie klienta jest nieważne. Pracę złotnika teraz odbieram jako:
Niech gość daje kasę, ja sobie w głowie pokombinuję jak tu najwięcej wyrwać, ukręcić, zarobić, rzucę towar kopa w tyłek, daj kasę i nie wymagaj. Smutne, ale prawdziwe.
Miłym, więc głosem jest głos Nandi-dzięki Uśmiech
Odpowiedz
#7
aaa nie no przepraszam jak tak. Przy tej wartości wyrobu obligatoryjnie do probierczego należy się zawieźć. Dałeś prawdopodobnie handlarzowi który komuś dalej zlecił a to jak zabawa w głuchy telefon.

Jednak nie wrzucaj wszystkim złotników do jednego wora bo to też nie fair.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości