Ocena wątku:
  • 6 głosów - średnia: 4.33
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Emaliowanie
#1
Niniejszym otwieram na forum wątek poświęcony emalierstwu. Widziałem ostatnio kilka naprawdę FATALNIE poemaliowanych wyrobów, i to mnie zmotywowało do udostępnienia mojej skromnej wiedzy emalierskiej. Daleko mi do eksperta. Pracuję w firmie, która stale produkuje emaliowane wyroby, ale sam mało tego robiłem, w dodatku miałem kilka lat przerwy. Chciałem uruchomić megatemat, jak np. "GRAWEROWANIE", czy "STARE TECHNIKI ZŁOTNICZE, REPUSOWANIE I TRYBOWANIE, BIŻUTERIA I SZTUKA UŻYTKOWA", ale po dokładnym zważeniu sił zdecydowałem się na znacznie skromniejszą wersję. Będę wstawiał tutaj zdjęcia z kolejnych prób, czy doświadczeń z emaliami, tylko postaram się dokładnie opisać co robiłem, i dlaczego. A na własnym przykładzie właśnie się przekonałem, że co innego nawet codziennie widzieć jak to się robi, i wiedzieć jak to ma na końcu wyglądać, a co innego przebrnąć przez cały proces emaliowania. Coś będzie niejasne - pytajcie, może będę umiał odpowiedzieć. Wiecie lepiej - doradzajcie (HELP PLZ).

Ale na początek kilka spraw, które muszę wyjaśnić.

Emalierstwo jest techniką pełną niespodzianek. Zwykle przykrych. Pękanie, odpryskiwanie, czy uwidacznianie się początkowych błędów (np. nieodpowiedniego zmielenia, płukania, wypalania) na samym końcu produkcji to nie są rzadkie sytuacje.

Przypominam o niebezpieczeństwach związanych z tą pracą: Pomieszczenie musi być dobrze wentylowane, kwasy zabezpieczone. Wszystko co miało kontakt z kwasem (wyroby, narzędzia) należy zawsze dobrze opłukać wodą. Stanowisko do wypalania emalii zabezpieczamy przed możliwością wywołania pożaru i zniszczeń (wypalone dziury w podłogach, blatach, dywanach, wykładzinach itp.) - obowiązkowo niepalne podłoże, i niepalne materiały i narzędzia, i naczynie z wodą.

Teraz w skrócie o samej technice, czyli o co chodzi.

1. Powierzchnia metalu musi być oczyszczona z tlenków, siarczków, wszelkich innych nalotów, resztek kwasów i tłuszczów, bo emaliowanie wyjdzie gorzej, albo wcale.
2. Emalia, z podobnych przyczyn, powinna być przemielona i dobrze wypłukana.
3. Nakładamy emalię na odpowiednie miejsce wyrobu, pamiętając że grubość warstwy emalii po stopieniu wyraźnie się zmniejszy. Czyli kładziemy z nadmiarem, a w przypadku emalii komórkowej (czyli nakładanej w zagłębienia o wyraźnych krawędziach) warto przykryć te krawędzie.
4. Wypalamy emalię, czyli podgrzewamy ją z wyrobem aż się stopi, i uzyska połyskliwą powierzchnię. Zwykle trzeba to robić w jak najniższej temperaturze. W najprostszych pracach to może być już koniec emaliowania.
5. W emalii komórkowej teraz trzeba przeszlifować powierzchnię emalii aż do odsłonięcia obrzeży, przy okazji wyrównujemy całą powierzchnię emalii.
6. Ponowne wypalanie - powierzchnia emalii odzyskuje połysk.

---------------------------------------------------

Zaczynam od zrobienia próbki emalii, i najprostszego wyrobu. Oto większość potrzebnych rzeczy:

   

1. Emalie - tutaj mam lakową 6805 i transparentną 114. W pracy mamy sporo starych emalii w bryłkach, a nawet w kaflach, ale nowe sprzedawane są już wstępnie zmielone. Warto przesypać je do czystych słoików.
2. Porcelanowa misa i tłuczek do ucierania emalii.
3. Szklana szalka z pokrywką - oddzielna szalka na każdą emalię.
4. Jakaś czysta łyżeczka do pobierania emalii.
5. Szpachelka do nakładania emalii - w tej roli przeszlifowany na miniaturową kielnię nierdzewny przyrząd dentystyczny.
6. Penseta.
7. Ruszt do wypalania emalii - tutaj mam nierdzewną kuchenną packę, do pojedyńczych małych wyrobów wystarczy. Przed użyciem upewniłem się, że plastikowemu uchwytowi nie grozi stopienie.
8. Palnik z dużą dyszą. Termet wymaga dwuręcznej obsługi, więc koniecznie trzeba unieruchomić albo ruszt, albo palnik.
9. Pilniczki diamentowe do szlifowania emalii na mokro po wypaleniu.
10. Pałeczka korundowa do szlifowania emalii na mokro po wypaleniu (obecnie trudniej dostępne od pilników).
11. Papier ścierny na gładkim pilniku - może być wykorzystany do wygładzania powierzchni po szlifowaniu (głównie chodzi o wygładzenie metalowych obrzeży w emalii komórkowej - też zawsze na mokro).

Zapomniałem sfotografować:

12. szczoteczka włosiana do szczotkowania na mokro.
13. Szczoteczka ryżowa do szczotkowania na sucho.
14. metalowa tacka na gorące wyroby po wypaleniu.
15. Miseczki i kuwety potrzebne przy szlifowaniu emalii - mogą być plastikowe.

   

Na początek przygotowałem dwie blaszki, około 19x20 mm i jakiś taki niby wyrób 12x12 mm. Wszystko z blachy miedzianej 0,4 mm - zastanawiałem się czy nie za cienka, po wyżarzeniu prawie można je zgnieść w kulkę. Jedna blacha jest "mniej więcej" płaska, drugą na szybko uwypukliłem. Jak się okazuje ma to znaczenie - wypukła blacha jest bardziej odporna na odkształcenia, cienka warstwa emalii na "płaskiej" blaszce zaczęła pękać jeszcze przed zrobieniem ostatnich zdjęć. Na powierzchni zrobiłem rylcami tremblowane wzorki - emalia lepiej się trzyma.

   

Mielenie emalii. Przyznam się, że nigdy nie próbowałem pominąć tego etapu. Na zdjęciach widać emalię lakową 6805. Wsypałem do miseczki płaską łyżkę do kawy, i zalałem dużo większą ilością wody. Prosto z torebki jest już dosyć dobrze zmielona, więc wystarczy minuta rozcierania. W górnej części zdjęcia widać pierwszą wodę po ucieraniu - jest bardzo mętna, widać drobny mleczny pył, który trzeba zlać. Po rozcieraniu trzeba odczekać kilkanaście sekund, aż większe drobiny osiądą (można wykonać miską delikatny ruch krążący, żeby grubszy osad zsypał się ze ścianek na dno, postukać w miskę), i zlać tyle wody ile się da, zanim zacznie wypływać grubszy osad. W dolnej części zdjęcia dla porównania trzecia woda po krótkim, wręcz symblicznym rozcieraniu. Po chwili przerwy, i zsypaniu osadu na dno krążącym ruchem, woda jest już prawie całkiem przejrzysta. Pozostaje przelać emalię do szklanej szalki, co wcale nie jest proste. Z szalki zlewam nadmiar wody, pozostaje w niej masa o konsystencji zaprawy murarskiej.

Oczywiście miska, tłuczek, i szalka muszą być uprzednio dokładnie wymyte!

C.D.N.
Odpowiedz
#2
Trafiony temat czekam niecierpliwie na ciag dalszy.
Odpowiedz
#3
(03-23-2014, 01:19 AM)Nordwind napisał(a): Trafiony temat czekam niecierpliwie na ciag dalszy.

No mam nadzieję, że trafiony! Wszystkie zdjęcia zrobiłem w zeszłą sobotę. Teraz pocę się nad opisami, i też już kończę.

Jeszcze wrócę do mielenia, czy też ucierania emalii - lakowe powinny być utarte na miałko - inaczej kolor będzie nierównomierny (marmurek). Emalie transparentne mogą mieć trochę grubsze ziarno, chociaż teraz są dostępne w handlu utarte dosyć miałko.

   

Powyżej zdjęcie z nakładania emalii na mokro. Szalka z emalią (zasłonięta!), łopatka do nakładania, wiecheć waty. Poniżej blaszki z nałożoną emalią. Po lewej emalia już podsuszona. Po prawej i u dołu - mokra.

Blaszki lekko wyżarzyłem i wytrawiłem w roztworze kwasu siarkowego - to prosta i skuteczna metoda na pozbycie się wszelkich zanieczyszczeń. Po opłukaniu z kwasu porządnie wyszczotkowałem powierzchnię zwykłą włosianą szczoteczką - do emalii lakowych to wystarczy, lepiej się trzymają matowych powierzchni. Dobrze jest w ogóle nie dotykać obszaru przeznaczonego do emaliowania, i tuż przed nakładaniem przetrzeć powierzchnię wyrobu ryżową szczotką - woda z emalii rozpłynie się po powierzchni trochę bardziej niż sama emalia, i krawędzie emalii będą lepiej wyglądały po wypaleniu. Nabieram nieco emalii z szalki, nakładam na przedmiot, i tak dalej, starając się uzyskać równą grubość na całej powierzchni. Tutaj nałożyłem trochę nierówną warstwę. Nadmiar wody po nałożeniu można odciągnąć dotykając lekko brzegiem watki (byle nie zostawić kłaków w emalii). Albo po prostu poczekać aż wyschnie.

   

Palnik jest ustawiony pionowo i nieruchomo. Na metalowej tacy - na wypadek gdyby przedmiot spadł z rusztu podczas wypalania. W tle widać metalową tackę na gorące przedmioty po wypalaniu, natomiast nie widać leżącej w zasięgu ręki pęsety i naczynia z wodą. Po przygotowaniu stanowiska do wypalania podsuszony przedmiot delikatnie - żeby nie zsypać emalii - ułożyłem na ruszcie. Bardzo ostrożnie zacząłem podgrzewać, dając resztkom wody czas na odparowanie - przy zbyt szybkim podgrzewaniu wilgotnej emalii można sobie zafundować mały gejzer. Ten najprostszy sposób wypalania nadaje się do przedmiotów płaskich, emaliowanych jednostronnie (chociaż jest i metoda na wypalanie dwustronne nad palnikiem). Płomień grzeje pionowo z dołu, i spaliny omijają emalię. W innym układzie natychmiast by ją ubrudziły, i później można ją oczyścić tylko przez przeszlifowanie powierzchni. Ważne jest, żeby ruszt nie "zendrował" w trakcie wypalania - drobiny zendry uniesione płomieniem opadają i wtapiają się w powierzchnię emalii. Jeśli zendruje, to trzeba go gruntownie wyczyścić metalową szczotą przed każdym końcowym wypalaniem. Ta nierdzewna packa sprawdza się doskonale, tylko trochę się wygina od żaru - tego akurat się nie da unkinąć.

   

Połączona sekwencja wypalania - ustawiłem zbyt długi czas naświetlania, i niewiele widać, więc zminiaturyzowałem. Widać, że w pewnym momencie robiąc zdjęcie przegrzałem wyrób. Ta emalia akurat topi się w dosyć niskiej temperaturze. Najpierw ciemnieje, aż do koloru brunatnego, później, kiedy zaczyna się żarzyć ciemnowiśniowo, od razu widać że zaczyna się też od spodu stopniowo stapiać, aż do uzyskania jednolitej, szklistej powierzchni. W momencie kiedy zaczyna się topić, zwykle już nie trzeba bardziej podgrzewać, tylko potrzymać chwilę w tej samej temperaturze (kontroluję odcień żarzenia, i odpowiednio odsuwam ruszt od płomienia). Chociaż niektóre emalie wymagają dłuższego potrzymania, albo przegrzania - nową emalię trzeba zawsze sprawdzić robiąc takie właśnie próby. Kiedy uznałem że wystarczy tego wypalania, zdjąłem ruszt z ognia. Gorąca emalia zwykle ma inny kolor niż zimna - ta akurat robi się ciemnobrunatna. Kiedy już trochę przestygła, ostrożnie przełożyłem blaszkę na tackę, i wypaliłem kolejne przedmioty. W praktyce wypala się tyle, ile za jednym razem zmieści się na ruszcie.

C.D.N.
Odpowiedz
#4
Kiedy moje próbki wystygły, jedną odłożyłem na bok, do późniejszego porównania, a dwie opłukałem w wodzie, i przeszlifowałem powierzchnię emalii na mokro. Użyłem taniego pilniczka diamentowego ze sklepu z narzędziami, albo z marketu budowlanego. W pracy używamy też pałeczek korundowych, ale te ścierają się w trakcie szlifowania, i wymagają lepszej techniki pracy. W dodatku są trudniej dostępne - w specjalistycznych sklepach ze ściernicami, czy też przez internet. Przy szlifowaniu zupełnie nie trzeba się martwić, że coś się wetrze w powierzchnię, albo (przy wielu kolorach), że kolory się wzajemnie pozacierają. Trzeba tylko zwilżać i opłukiwać wyrób, oraz pilnik. Szlifować można na jakiejś drewnianej podkładce o dopasowanym do wyrobu kształcie, albo na klinie (byle nie był upaprany po innych pracach). Staram się zachować równomierną grubość emalii - na wypukłej blasze odwzorowuję jej wypukłość, itd. Im dokładniej została nałożona emalia, tym mniej szlifowania.

Jeśli wyrób jest tego typu, że szlifuję też metalowe obrzeże, to na koniec szlifowania jest właściwy moment, żeby to obrzeże wygładzić. Owijam pilnik papierem ściernym, i szlifuję obrzeże aż usunę ślady pilnika. Cały czas na mokro!

Po zakończeniu szlifowania, pod strumieniem wody dokładnie wyszczotkowałem resztki startej emalii, i dopiero wtedy wysuszyłem próbki.

   

Po lewej próbka emalii tak jak wygląda po jednokrotnym wypaleniu. Po prawej wypalona i przeszlifowana emalia. Zostawiłem cztery najgłębsze dołki, żeby zbytnio nie przecienić emalii - na ostatnim zdjęciu widać te miejsca otoczone tęczową obwódką.

   

Na zdjęciu dramatyczny moment podczas szlifowania "kwiatka". Jak wspomniałem na początku - jest cienki i delikatny, więc kiedy mocniej nacisnąłem pilnikiem, emalia odpadła z miejsca które się odkształciło, i pękła w najcieńszym miejscu. Na dnie dziury pozostała jednak cienka warstwa emalii - najwyraźniej dobrze się połączyła z powierzchnią metalu.

Tak delikatny całkowicie emaliowany przedmiot byłby zupełnie bez sensu - nabywca wkrótce wróciłby z reklamacją. Jednak w ramach ćwiczenia naprawiłem go. Wyszczotkowałem i wysuszyłem wyrób, następnie w odpryśnięte miejsce nałożyłem świeżą emalię z naddatkiem, i wpuściłem minimalną ilość emalii w peknięcie. Nałożyłem też trochę emalii tam, gdzie jej brakowało z powodu niedokładnego nałożenia za pierwszym razem. Zupełnie jak poprzednio wysuszyłem i wypaliłem, a następnie ponownie wyszlifowałem na mokro - ale tym razem ostrożniej.

Po przeszlifowaniu i wyczyszczeniu ponownie wypaliłem emalię (tzw. glazurowanie). Nie fotografowałem tej operacji, bo wygląda zupełnie jak pierwsze wypalanie. W odpowiedniej temperaturze powierzchnia robi się szklista, później studzenie na powietrzu. Wystudzone blaszki włożyłem do roztworu kwasu siarkowego. Emalie nie są całkiem odporne na kwas - a czerwone należą do wrażliwych - więc czas kąpieli należy ograniczyć do minimum.

   

Stan końcowy próbek. Po lewej płaska, jednokrotnie wypalana i nieszlifowana - na tym zdjęciu już popękała. Po prawej wypukła, dwukrotnie wypalana, i szlifowana - z jakąś kropką, i plamkami po niedoszlifowaniu. Po środku "kwiatek", trzykrotnie wypalany, dwukrotnie szlifowany - jak widać emalia stopiła się bez jakiegokolwiek śladu naprawiania. Na powierzchni prostokątnych blaszek widać ciemniejsze obszary - to miejsca gdzie warstwa emalii jest zbyt cienka, i prześwituje poczerniałe połączenie emalii z metalem - akurat w czerwonej emalii ta "zmutowana" warstwa jest wyraźnie widoczna, i zwiększa się przy każdym przegrzaniu.

Podsumowanie. Wyprodukowałem bardzo dużo tekstu w porównaniu do ilości wykonanej pracy i jej efektów. Przy następnych próbach proporcje będą bardziej wyrównane - opisałem wiele upierdliwych szczegółów tej pracy, i postaram się do nich nie wracać.
Odpowiedz
#5
Zdobyłem książkę o emalierstwie - jest tu opisane przemysłowe emaliowanie stali i żeliwa, ale może coś przydatnego w niej znajdę.

   

Chciałem tym razem pokazać błędy w emaliowaniu, i wyszło mi nawet lepiej niż się spodziewałem.

   

Po lewej próbka kontrolna, w środku zanieczyszczona (w dwóch miejscach) tłuszczem, po prawej zanieczyszczona (także w dwóch miejscach) kwasem siarkowym. U góry po pierwszym wypalaniu, u dołu po przeszlifowaniu.

Próbka kontrolna paskudnie się spieniła - przyznam się, że nie wiem dlaczego, chociaż właśnie na tym efekcie mi zależało. Czasem się tak pieni, kiedy emaliowanie robione jest na szybko, bez zachowania należytej czystości podczas mielenia emalii, przygotowania materiału, itd. Właśnie tak było tym razem. Podejrzewam ręcznik. Albo (teoretycznie czystą) szczotkę, o której za późno sobie przypomniałem, i wyszczotkowałem tylko tę jedną próbkę.

Tymczasem próbki zanieczyszczone z premedytacją, wyszły nawet nie najgorzej. Oczywiście zanieczyszczone miejsca się wyróżniają.

Kwas pozostawił ciemne, matowe plamy. W jednym miejscu dałem nieco kwasu na metal i przed emaliowaniem poczekałem aż wyschnie, w drugim już na emalię - w obu miejscach plama przechodzi przez całą grubość emalii, i w tych miejscach emalia wyraźnie gorzej stapiała się podczas wypalania.

Tłuszcz spowodował powstanie ciemnych porowatych bąbli, które także ledwo się stopiły przy wypalaniu, i także sięgają głęboko w emalię niezależnie od tego z której strony podłożyłem tłuszcz.
Odpowiedz
#6
Super temat.
Bardzo mi się podoba co chcesz zrobić. Brawo.
Nie wiem jaką emalię stosujesz? Przemysłową czy jubilerską ? Ja wypalam w piecu bo daje to większą kontrolę nad procesem.

   

Te dziury to od przepalenia emalii. (chyba).
Chcesz coś wiedzieć pytaj bo zajmuję się tym od 3 lat.

Nie wiem jak dodać zdjęcia ale potem wstawię.
.
Pozdrawiam Leszek :-)
Odpowiedz
#7
Ja używam emalij efcolor firmy efco.
Sypię emalie na przedmiot wkładam do piekarnika nastawiam na 150 stopni i po 6 minutach emalia jest gotowa już niedługo opublikuję zdjęcia gotowych wyrobów.
Odpowiedz
#8
Nie pracowałem na takiej emalli. Ciekawa sprawa. Czy jest wytrzymała?
Stosuję emalie ceramiczne na temperaturę ok. 800-900 stopni.

Mam pytanie. Czym zabezpieczasz metal na którym nie nakładasz emalii?
.
Pozdrawiam Leszek :-)
Odpowiedz
#9
(06-28-2014, 05:03 PM)Leszek napisał(a): Super temat.
Bardzo mi się podoba co chcesz zrobić. Brawo.
Nie wiem jaką emalię stosujesz? Przemysłową czy jubilerską ? Ja wypalam w piecu bo daje to większą kontrolę nad procesem.

Dzięki wielkie. Stosuję emalię jubilerską Schauer, ale zauważyłem teraz bezołowiowe Milton Bridge i do prób w domu kupię kilka próbek.

Z pewnością w piecu jest łatwiej i lepiej, ale chciałem pokazać że wystarczy palnik. Zresztą - nie mam pieca. W pracy kolega wypala nad palnikiem nawet wyroby dwustronnie emaliowane, i wychodzi to znakomicie.

(06-28-2014, 05:03 PM)Leszek napisał(a): Chcesz coś wiedzieć pytaj bo zajmuję się tym od 3 lat.

Jest wiele rzeczy, których nie robimy w firmie, bo po prostu nie mamy takich wyrobów, i tego chciał bym się dowiedzieć i wypróbować. Na przykład stosowanie bezbarwnej emalii podkładowej pod emalię transparentną, dodawanie do emalii gumy arabskiej przy emaliowaniu wypukłych przedmiotów. Ale to jak dojdę do odpowiedniego problemu.

Nandi napisał(a): Ja używam emalij efcolor firmy efco.
Sypię emalie na przedmiot wkładam do piekarnika nastawiam na 150 stopni i po 6 minutach emalia jest gotowa już niedługo opublikuję zdjęcia gotowych wyrobów.

Coś jak emalia na szkło i ceramikę? Użyłem czegoś takiego (ale w formie płynu) kilka razy do kolorowania wyrobów których np. nie da się emaliować na gorąco. Podstawowy problem, to utrata objętości podczas schnięcia - nie da się tak wyprowadzić powierzchni jak przy tradycyjnej emalii. Koledze doradziłem kolorową żywicę epoksydową - nadlewa, szlifuje, poleruje, i efekt jest lepszy niż przy tradycyjnej emalii - zawsze ten sam kolor, żadnych przebarwień, przepaleń, nie mutuje przy krawędziach.
Odpowiedz
#10
(06-29-2014, 06:10 PM)krzywy napisał(a): Dzi


Załączone pliki Miniatury
   
.
Pozdrawiam Leszek :-)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości